„Duchu Święty Przyjdź” o. P.Skąpski

„Duchu Święty, przyjdź! Niech stanie się cud przemiany serc.”
o. Przemysław Skąpski ISchP

Drodzy Bracia i Siostry!
    Kiedy wchodzimy w temat Ducha Świętego, w ten proces przygotowania do umieszczenia Jego symbolu
w naszym sanktuarium, to w ogóle strach pomyśleć, co to będzie. Może się okazać, że jak On zacznie działać, to my się nie pozbieramy. Wchodzimy dziś w ten temat jak na nieznaną drogę – nie wiemy, dokąd nas Duch zaprowadzi. Po ludzku byśmy chcieli, by wszystko było pięknie zaplanowane. Jedni zbierają pieniądze, inni organizują uroczystość: co będziemy śpiewać, ile będzie ważyła rzeźba Ducha Świętego, kto i jak ją zamontuje… Po ludzku chcemy wszystko zaplanować i przygotować, a tu chodzi o coś więcej:     byśmy dali się Duchowi Świętemu trochę ponieść.
   Tytuł tej konferencji brzmi: „Duchu Święty, przyjdź! Niech stanie się cud przemiany serc.” Za niecałe dzie-więćdziesiąt dni będzie Pięćdziesiątnica czyli Zesłanie Ducha Świętego. To jest ta korona, to uroczyste za-kończenie okresu paschalnego: czterdziestu dni pokuty i pięćdziesięciu dni radości wielkanocnej. Ukoronowaniem tego okresu jest uroczystość Zesłania Ducha Świętego.
     Wieczernik – Coenaculum – znamy tę nazwę. To ideał sanktuarium w Winowie. To ideał w wielu wspól-notach i wielu sercach. Prosimy dziś i będziemy prosić przez najbliższe miesiące: Przyjdź Duchu Święty, niech się stanie cud przemiany serca. Rzeczywiście to chyba największy cud, jak się ludzkie serce prze-mienia. Zbudować coś, czy powiesić na suficie to nie kłopot. Największym wyzwaniem okazuje się trwała przemiana własnego serca. Są ludzie, którzy po mistrzowsku zmieniają wszystko wokół siebie, doskonale wiedzą jak zmienić wszystkich ludzi wokół, ale siebie zmienić nie potrafią. Są ludzie którzy budują piękne domy, jeżdżą drogimi samochodami, ale to wszystko psu na budę, bo serce ich zostało gdzieś daleko, gdzieś głęboko w tym, co słabe, przeciętne, dawne i stare. Wielu takich jest biegłymi doradcami, nie potra-fią jednak pomóc sami sobie.
A ponieważ dotyczy to po trochu każdego z nas, dlatego prosimy dziś Ducha Świętego o ten największy cud: o przemianę własnego serca.
Moi drodzy,
   Na początek trochę teologii Ducha Świętego. Gdy mówimy o Duchu Świętym, zatrzymujemy się w najbar-dziej tajemniczej przestrzeni Trójcy Świętej, w samym centrum tajemnicy Boga. Rozgryzamy nieudacznie, co znaczy, że Bóg jest Ojcem, Synem i Duchem Świętym: jeden i w trzech osobach. Odblaskiem tej tryni-tarności Boga jest trzykroćprzedziwność Maryi, która jako Córka Boga Ojca, Matka Syna Bożego i Oblubie-nica Ducha Świętego wpisuje się w tajemnicę Trójjedynego Boga.
  Duch Święty obecny jest w Piśmie Świętym od pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju: Ruah unoszący się nad wodami, który jest tchnieniem świata. Bez Ducha nie możemy nic uczynić. Znamy dary i owoce Ducha Świętego. Teraz natomiast spójrzmy na nasze sanktuarium. Wyobraźnią przenieśmy się do jego wnętrza.
Patrząc historycznie wnętrze naszego sanktuarium – Prasanktuarium – to jest dzieło przypadku. Nie było artystycznej koncepcji ani projektu wyposażenia. Ojciec Kentenich wcale nie zabiegał o ten konkretny ob.-raz, ani o ołtarz… Wszystko pojawiało się stopniowo i z różnych przyczyn, po ludzku patrząc: bardzo czę-sto przypadkowym zrządzeniem, a mimo to tworzy niesamowicie spójną jedność. Jak niegdyś średniowie-czne katedry były doskonałymi obrazami, architektoniczną i artystyczną katechezą oraz wykładem wiary, tak i nasze sanktuarium jest w swojej ikonografii i wyposażeniu spójnym modelem teologicznym, obrazem Kościoła i lekcją wiary.
     Warto sobie to uświadomić. Pójść do sanktuarium i popatrzeć. Tam jest wypisana prawda, że Bóg jest
w Trójcy Świętej, tam jest historia zbawienia, tam jest Matka Boża, która przedstawiona jest w teologicznie precyzyjny i katolicki sposób, tam są święci i aniołowie.
Bóg jest w trzech Osobach – to dogmat naszej wiary, sprawa podana do wierzenia. Bóg Ojciec, z którym mamy najmniejszy problem rozumowy, Syn Boży, który stał się człowiekiem, jako człowiek przychodzi na świat, ale jest współistotny Ojcu, oraz Duch Święty. Teologowie mówią, że Duch Święty jako trzecia Osoba Boska jest jakby spoiwem między Ojcem a Synem. Duch Święty jest miłością miedzy Nimi. Ta miłość jest tak ogromna, przejmująca, że aż wylewa się, pragnie się dzielić, rozlewa się na nas, tworzy i spaja wspól-notę Kościoła. To spoiwo szalonej miłości Ojca i Syna to właśnie Duch Święty. Jest On obecny w świecie od stworzenia aż po założenie Kościoła i w ten sposób aż po dziś dzień mieszka i działa pośród nas.

Zwróćcie uwagę na językową ciekawostkę. Po polsku Duch Święty jest rodzaju męskiego. Po łacinie rów-nież (spiritus), ale po grecku już nie: pneuma jest rodzaju żeńskiego. Po hebrajsku ruah to także rodzaj żeński. Można by więc posnuć refleksję (szczególnie w tych współczesnych „genderowych” czasach), że Duch Święty to jest pierwiastek kobiecy w Bogu. Duch Święty jest więc jakby kobietą. Miłość Boża rozumia-na jako tętniąca oddaniem żywa relacja doskonale uwydatnia cechy typowo kobiece i matczyne (jak je typi-zująco pojmujemy). Myślę, że możemy się odważyć na eksperyment zmiany rodzaju. Wówczas powiemy: Ta Ducha Święta. Nie chcemy w ten sposób narażać się na herezję. Chodzi raczej, aby poruszyć wyobraź-nię, pomyśleć o Bogu inaczej, wyjść ze świata naszych przyzwyczajeń, gdzie mamy pewne ukute pojęcia, w jaki sposób o Bogu myślimy i jak sobie Go wyobrażamy. Wielu dziś nadal widzi Boga, jako starego dzia-da z siwą brodą, który czyha na nasze błędy, który ciska piorunami, który jest złośliwym policjantem.
A jaki jest Twój obraz Boga?
Warto dzisiaj wejść w tajemnicę Boga od strony Ducha Świętego. Od strony tej nie wytrzymującej napięcia szalonej Miłości, która się rozlewa i musi się dzielić, która obejmuje wszystko, i bez której nie możemy żyć.
     Przejdźmy do ważnej w naszym kontekście sceny z Pisma Świętego – chrztu Pana Jezusa w Jordanie. Duch Święty pojawia się nad Chrystusem w symbolu jakby gołębicy. Nie gołębica jest Duchem Świętym! Duch pojawia się jakby gołębica. Jest to dla nas najbardziej rozpoznawalny symbol Ducha Świętego. Ta biblijna scena to wyznanie miłości Ojca do Syna i ono odbywa się w Duchu Świętym. Ojciec mówi do Syna: „Ty jesteś mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie.” Jak każdy ojciec czy matka, którzy mówią do swego dziecka: kocham cię, jesteś ważny, jestem z ciebie dumny. Jak małżonkowie, którzy mówią sobie ważne rzeczy. Takie wyznania są do szczęśliwego życia konieczne.
      Nasze przygotowanie do aktu zawieszenia w sanktuarium symbolu Ducha Świętego ma głęboki i kon-kretny kontekst historyczny. My nie jesteśmy pierwsi. Zanim jednak o tym, trzeba przygotować się na trud-ności. To musi być praca i ofiara! Nie ma innej drogi. Przed nami stoi stągiew – symbol naszych ofiar i wkła-dów do kapitału łask. To tam zaczyna się nasze przygotowanie. Przemiana mojego serca, które potrafi dawać z siebie, naśladując Boga, który oddał wszystko – swojego ukochanego Syna nie oszczędził dla nas.
    Trzeba więc, przygotować się na pracę i ofiarę. I tych ofiar na drodze przygotowań będzie wiele. Bo zaw-sze jest ktoś, komu się nie podoba. Zawsze będą tacy, co powiedzą, że to nie nasza pobożność, nie nasz pomysł. Że to narzucone… Znamy takie sytuacje i nimi nie należy się przejmować. Nie da się tak, żeby wszystkim się podobało! Zatem szykujemy się na ofiary, na nasze wkłady do kapitału łask.
Nasze sanktuarium, tutaj w Bydgoszczy ma swój ideał. Jak każde sanktuarium, każda wspólnota, każda grupa i każdy z nas, którzy szukamy i dążymy do wielkich ideałów. Tutaj jest Sanktuarium Zawierzenia. Nieźle żeście sobie wybrali!  Teraz trzeba nam ćwiczyć zawierzenie.
   Wróćmy do kontekstu historycznego. Nasze sanktuarium to filia Prasanktuarium. To nie wszystko zaczęło się w Bydgoszczy. My wchodzimy w naszej szensztackiej duchowości w ścieżki już wydeptane, idziemy
z tymi, którzy już przed laty nimi szli. Budując sanktuarium i uzupełniając jego wyposażenie, zawsze wcho-dzimy na szlak naszych ojców i mistrzów. Przecież w Prasanktuarium symbol Ducha Świętego zawisł już dawno. Trzeba zatem zobaczyć, co tam się wtedy wydarzyło. Chcemy u nas zrobić to samo, biorąc pod uwagę nasze regionalne uwarunkowania. Zgodnie z naszą specyfiką, potrzebą i sytuacją, chcemy wejść
w tę historię. Uczynić ją naszą. To jest metoda Ruchu Szensztackiego, naszej pedagogiki: głębokie zobo-wiązanie wobec historii, ważność miejsc i wydarzeń, próba ponownego przeżywania historii Szensztatu
i tworzenia jej na nowo. Wiadomo, że nie każdemu to będzie pasować. Nie każdy chce robić to, co inni już robili. Ale to jest też nasze historyczne zobowiązanie w duchowości szensztackiej. Czasem trudno jest przyjąć coś za swoje, albo swoje oddać, ze swojego zrezygnować.
    Ta historyczność jest niesamowicie zobowiązująca, ale z drugiej strony zobowiązuje nas do tego, byśmy na nowo to zdobyli. Dlaczego to jest takie ważne? Bo trzeba nam zdobyć to dla siebie. Do wielu rzeczy by-liśmy może zmuszani, zwłaszcza w młodych latach życia. I dopiero później się człowiek orientuje, że trzeba to było wtedy wykorzystać, a nie być przeciwnym. Łatwo było przeciwkować, narzekać i truć. Najgorzej jeszcze za plecami krytykować i sabotować. To bywa łatwe a nawet przyjemne – tylko, że nic nie wnosi!
    Dlatego wróćmy i przenieśmy się do tego momentu, kiedy w Prasanktuarium zawisł symbol Ducha Świętego. Było to 74 lata temu, krótko po wojnie, w październiku 1946 roku.
W dniach od 30.09 do 4.10.1946 r. spotykają się pierwszy raz po 9 latach księża diecezjalni i ojcowie pa-llotyni tworzący jedną grupę (generację). Wojna rozproszyła ich po całym świecie. Kapłani z różnych kur-sów i roczników, których łączył wspólny ideał: Wieczernik. Po czterech dniach rekolekcji postanawiają odnowić i uwiecznić swój ideał i ofiarowują do Prasanktuarium symbol Ducha Świętego, który umieszczają na szczycie sklepienia prezbiterium.
    Ojciec Kentenich nie może być obecny, całe spotkanie prowadzi o. Joseph Kress, pallotyn. W pierwszym dniu rekolekcji zajmowali się przeszłością. Podsumowali te dziewięć ostatnich lat rozłąki. Swoje walki i upa-dki, ale też zwycięstwa w trudnych latach wojny. Drugi dzień patrzyli w przyszłość, na to, co ich czeka oraz na nadchodzące zadania. Trzeciego dnia wspominali zmarłych. Czwartego dnia rano, na zakończenie, odnowili swoje poświęcenie w duchu ideału, ofiarowując dla Prasanktuarium – a właściwie dla Matki Bożej – symbol Ducha Świętego w postaci złotej gołębicy. Ten szczególny dar miał być wtedy:
Po pierwsze: symbolem i znakiem jedności.
Ciekawostką jest, że o.Kress obecnych tam kapłanów diecezjalnych i pallotynów, należących do ruchu sze-nsztackiego nazywa ojcami szensztackimi – na 19 lat przed założeniem naszej wspólnoty. Jedność jest klu-czowym zadaniem także dzisiaj tutaj dla nas – jedność w bydgoskiej rodzinie szensztackiej. Oznacza to, że na nowo trzeba nam powiedzieć sobie nawzajem „Tak”! Należymy do tej jednej rodziny, tworzymy ją i chce-my w niej aktywnie uczestniczyć. Jesteśmy powołani, by razem tu być i razem to dzieło szensztackie budo-wać i w nie inwestować Nie budujemy o własnych siłach własnej mądrości, ale budujemy na mądrości i mo-cy Ducha Świętego. Kto zna historię wspólnoty szensztackiej tu w Bydgoszczy, i kto zna historię powstawa-nia sanktuarium, ten będzie wiedział, że bardzo opatrznościowy jest ten pierwszy znak – znak jedności. To nasze „Tak” nie jest tylko nasze. Jak wtedy zebrani kapłani, tak i my wypowiadamy je w łączności z naszym duchowym ojcem Wincentym Pallotim, z naszym założycielem o. J. Kentenichem, z J. Englingiem, z wszy-stkimi świętymi szensztackimi i w jedności z tymi, którzy budowali to miejsce, także z naszymi zmarłymi. 
Po drugie: symbolem i znakiem wspólnego posłannictwa, zadań i misji. Mamy wspólne zadanie. Duch Święty jest duszą Kościoła i to On nam je zleca. Być duszą dzieła szensztackiego, ale też być duszą w Ko-ściele, w naszych parafiach, w naszych rodzinach. To jest nasze wspólne posłanie. Najważniejsza rzecz
w ruchu szensztackim, bo nie jesteśmy w nim dlatego, że jest miło, ale dlatego, że mamy misję do spełnie-nia: wypełnić Przymierze Miłości. Być duszą wszędzie tam gdzie jesteśmy i tam, gdzie żyjemy.
Po trzecie ma być darem dziękczynnym, a więc wyrazem wdzięczności. Wyobrażam sobie, że ci kapłani, którzy spotkali się wtedy pierwszy raz po dziewięciu latach, musieli być niesamowicie wdzięczni, że po la-tach rozłąki i wojennej tułaczki, mogą się znów spotkać. Trzeba by i nam tutaj w Bydgoszczy pomyśleć nad historią, nad tym cudem naszego sanktuarium, tego domu tutaj i obecności Sióstr. Fakt, że nas jest tu dziś tak wiele. Dziękujemy za to. Chcemy tę wdzięczność pielęgnować, bo wdzięczność to najlepsza terapia. Uczciwe docenienie tego, co mamy, najczęściej sprawia, że nikt nie może narzekać.
Po czwarte: ma być aktem hołdu złożonym Matce Bożej, Zwycięskiej Królowej z Szensztatu, Królowej Apostołów. Doświadczenie Bożego prowadzenia inspiruje nas nie tylko do wdzięczności, ale wręcz do uwielbienia. W Maryi uwielbiamy przecież Boga samego i uwielbiamy Go nie tylko dlatego, że nam błogo-sławi, i że dobrze nam się wiedzie. Uwielbienie i modlitwa z naszej strony się Bogu po prostu należy. Ze sprawiedliwości wynika ten nasz obowiązek. Patrząc na Boże prowadzenie, na naszą tu obecność chcemy uwielbiać Boga, głosić chwałę naszej Matki i Królowej.
Symbol Ducha Świętego ma być ponadto przestrogą i upomnieniem. Zwróćcie uwagę, gdzie wisi symbol Ducha Świętego w sanktuarium? W najwyższym punkcie, u szczytu sklepienia. Duch Święty, który obejmuje wszystko, jest najwyżej, stanowi znak, przestrogę i upomnienie, aby zawsze dążyć do tego, co najwyżej: do najwyższych ideałów świętości i oddania się sprawie Bożej. Wiemy, że gdy dążymy do świętości, żyjąc w łasce uświęcającej, jesteśmy bardziej owocni w naszej pracy. Dużo więcej człowiek zrobi, dużo więcej jest w stanie osiągnąć, jeśli najpierw zadba o swego ducha, o relację z Bogiem.
   Bracia kapłani, którzy dokonywali tego aktu w 1946 r., mieli swój ideał Coenaculum – Wieczernik i chcieli go na serio realizować. My też mamy ideały. Nasze sanktuarium ma ideał Zawierzenia. To nie jest wzniosłe westchnienie lekkoducha, to nie jest pięknie brzmiący frazes, ale zadanie! Łatwo się wzruszyć i narobić pla-katów, ale ideałami trzeba żyć! Tu, w tym sanktuarium jest centrum naszej duchowości, naszej wiary. Ono jest nam przypomnieniem istoty i wyznaniem naszej wiary.
Prośmy dzisiaj Ducha Świętego, by nas w tę historię zanurzał, by nas z niej uczył, by pokazywał, co tu i te-raz jest ważne. Abyśmy dobrze odkryli nasze zadania i wypełnili Bożą wolę. Byśmy mieli odwagę i moc – jako wspólnota, jako Rodzina Szensztacka tu w Bydgoszczy – przemieniać nasze serca i podejmować to,
o co prosi nas Pan Bóg. Niech Bogu podoba się to, co tu robimy.